30.czerwiec-4.lipiec 2026r.
Wtorek
Plan wycieczek na wiosnę 2026 miał być następujący: kwiecień - Beskid Niski, maj - Murańska Planina, czerwiec - Góry Zachodnie
(Erdély). Pierwsza z nich, odkładana z tygodnia na tydzień (a to za ciepło, a to za deszczowo, a to słabe zdrówko (psychiczne) i.t.p.)
wreszcie dochodzi do skutku. Postanowiłem jechać samochodem i mieszkać w jednym miejscu to łatwiejsze organizacyjnie i mniej kłopotliwe
Na miejsce pobytu wybrałem Krempną. Tak więc o 17. zameldowałem się w Ostoi Magurskiej, w pokoiku więcej niż skromnym, ale za to z łazienką.
Na parterze knajpa z tarasem, niestety, leją tylko Tyskie, ale w butelkach Grybowskie i Dukielskie.
Środa Dzień
zapowiada się piękny.
O siódmej wyruszam w asfaltem w stronę Świątkowej. W Rozstajnym skręcam na szutrową drogę do Nieznajowej. Droga biegnie wzdłuż Wisłoki,
przez nieużytkowane łąki. Po paru km dolina rozszerza się. Po wsi zostały tylko terasowe poletka na zboczach wzgórza, przydrożne kamienne krzyże i
tablice pamiątkowe postawione przez nostalgicznie nastawionych miłośników historii, a także cmentarz, który odwiedziłem parę lat temu,
w drodze do Wołowca. Tu DYGRESJA:
Społeczna nie-świadomość, pogłębiana przez żydów i inną swołocz, zniszczenia i wyludnienia wsi wiąże z "Operacją Wisła".
Tymczasem wsie te zostały zniszczone głównie przez działania wojenne, a mieszkańcy wyjechali do ZSRR dobrowolnie (cokolwiek to znaczy)
kuszeni propagandą dotyczącą jakości życia w państwie robotników i chłopów, zwłaszcza, że ich gospodarstwa przeważnie już nie istniały.
W/g Sztucznej Półinteligencji do ZSRR wyjechało 60-70 tys. Łemków, "Operacją Wisła" zostało objętych 30-35 tys. Wróciło prawdopodobnie 4 do 10 tys.
Oczywiście operacja Wisła była zbrodnią, ale patrząc na ukwiecone łąki rosnące na byłych polach Nieznajowej, Radocyny, Ożennej
Ciechani czy Smerecznego ulgę stanowi myśl, że nie jest to skutek zbrodni, a zwłaszcza, że ich wykonawcą nie był żołnierz polski.
Skręcam w górę Wisłoki i po dwu km i przejściu czterech brodów wyjeżdżam na otwarty teren byłej wsi Czarne. Trochę dalej znajduje się
wielki hotel Lasów Państwowych "Radocyna", miejsce często odwiedzane przez nas latem i zimą.
Wchodzę więc, a pani kucharka, czy też barmanka
po pewnym wahaniu, czy może zrobić to przed śniadaniem, sprzedaje mi piwo.
Za hotelem dróżka wspina się przez las i wyprowadza na szeroką przestrzeń byłej wsi Radocyna. Na zboczach wzgórz olbrzymie kwitnące łąki.
Wjeżdżam w las, droga się kończy, ale przez stary las mozna i bez drogi. Na granicy gorzej. Przewrócone drzewa i wysięki wody
(lej źródliskowy Wisłoki), czasem trawa po pas, opóźniają. Wreszcie, po zaledwie kilku glebowaniach docieram asfaltu
z Ożennej do Nižnej Polianki. Mimo iż pochyłość nie przekracza 16%, moje gracisko rozpędza się do 69km/h. Podjeżdżam nad Ożenną,
aby rzucić
okiem na wieś. Widać wyraźny podział wsi na role, tak charakterystyczny w całych Beskidach.
Natomiast naliczyłem na polach 26 krów na areale 400 hektarów. Zdaje się, że zimą 21r. było więcej. Przez kawałek lasu dostaję się na teren
wsi Ciechania. Teraz już 8km przez Żydowskie do Krempnej bez pendalowania.
Czwartek
Jadę asfaltem do Polany, potem szutrem do Olchowca. Za kamiennym mostkiem,
na podwyższeniu cerkiewka.
Na cmentarzyku można zastanowić się, czy
alfabet i rodzaj krzyża jest znakiem jakichś dalsze różnic. Dalej jadę asfaltem
na Iwlę i Duklę drogą, która łączy Olchowiec z cywilizacją. Przy drodze do byłej wsi Ropienka pamiątki po
przemysłowej przeszłości tych stron. Z prominentów wymienionych na tablicy rzuca się w oczy
Karol Klobassa, po ojcu Morawianin, bardzo ciekawa postać, (
po otrzymaniu szlachectwa Klobassa Ritter von Zrencki ze Zręcina).
W Krośnie (którego nb był obywatelem honorowym) przy moście jego imienia rozpoczynaliśmy spływ Wisłokiem.
Skręcam w gruntową drogę, która zaraz przechodzi w zarastającą ścieżkę wśród trawy po pas. W ten sposób dochodzę do końca doliny,
gdzie wśród niezwykłych chaszczy i błotnistych trawników znajduje się
Chatka Malucha AKT UW.
Kręci się tam para młodych ludzi i pięcioro dzieciaków.
To letnicy, którzy co roku spędzają tu parę tygodni.
Pokazują mi mjejscowe atrakcje: kałuże ropy na zasypanych szybach i ogień piekielny z głębi ziemi.
Próbuję dopytać jak wyjechać z tego piekielnego miejsca, ale sprawiają wrażenie, jakby nie oddalali się zbytnio od chałupy.
Ruszam więc kierując się odciśniętymi w trawie i błocie oponami traktora i po chwili staję u stóp stromego trawiastego zbocza.
Jadę zygzakiem po odrośniętej już trawie. (ten rower wjedzie wszędzie) Na skrajach polany znaczki chatkowe na drzewach, wydaje się,
fantazyjnie rozrzucone. Na szczycie wzgórza napotykam solidną leśną drogę. Próbuję jechać nia na południe, w stronę Smerecznego jak
wskazują szlaczki chatkowe, ale droga kończy się za moment placem drzewnym. Wracam więc i zjeżdżam na wschód, do Mszany, a później 4km
asfaltem do Tylawy. Przedzieram się przez budowę autostrady na drogę do Smerecznego. (Smereczne to teraz gruntowa droga przez wielkie łąki.)
Droga się kończy i do byłej wsi Wilszna jadę? ścieżką przez las, a dziesiątki strumyczków, przez które muszę przeprowadzać rower urozmaica mi
podróż. W Olchowcu zamykam 18km pętlę przez Ropiankę.
N.b. Pierwszą podróż z Tylawy do Krempnej, pieszą, odbyłem 56lat temu. Ekspansja lasów wyraźna.
Piątek Ponieważ wyjeżdżałem już na południe i na zachód, została mi trasa na wschód. Z drogi na Ożenną skręcam do wsi Kotań.
Zaraz na początku cerkiewka otoczona murkiem z drewnianą bramką. Obok kamienne nagrobki ściągnięte z okolic.
Przejeżdżam przez całą wieś (stosunkowo ludną - kilkanaście gospodarstw), aż do asfaltowej drogi Desznica - Świątkowa.
Kieruję się w stronę Świątkowej, ale przed wsią skręcam w szutrową drogę (dol. Reszówki), która prowadzi do Folusza.
Po 7km docieran na grzbiet Magury Wątkowskiej. Przy wiacie na przełęczy spotykam pierwszy raz pieszych turystów.
Jeden zszedł ze szczytu Magury, trzech zamierza wchodzić. Daję im 20 min. i ruszam pod górę czerwonym szlakiem.
Najpierw leśną drogą, później ścieżką. Nachylenie niewielkie, przeszkadzają tylko konary wielkich buków.
Za chwilę jestem na pierwszym
szczycie Magury. Zjeżdżam na przełęcz, na której istny burdel i serdel.
Ławki, ławeczki, stoły, tablice informacyjne i reklamowe, krzyże i święte obrazki. Jedna z tabliczek głosi, że tu oto przyszły papież
JP II odprawił Mszę Św. Wkurza mnie widoczek dobrotliwego dziadunia i kryjąca się za nim złowroga postać heretyka.
Rzucam na wiatr kilka obelżywych i wulgarnych słów i rozpoczynam zjazd stromą, kamienistą dróżką. Nie wiem czy to przypadek
(podobno są tylko znaki), ale na największej stromiźnie puszcza mi tylny hamulec. Rower podskakuje na głazach, a ja boje się użyć
przedniego. Przeżywam jednak to zdarzenie i spokojniej już zjeżdżam na przełęcz Majdan, przez którą przechodzi brukowana droga z Bartnego
do Świerzowej. Drogę tę przebyłem już rowerem w 1969r. Nie zmieniła się wcale. Już na płaskim zatrzymuję się na polance z wiatą.
Tu zaczyna się (lub kończy) "ścieżka przyrodniczo-kulturowa". Droga często krzyżuje się z rzeką, co za każdym razem wymaga zatrzymania się
i zejścia z rowera. Za którymś razem nie mogę złapać podparcia i przewracam się z rowerem na gliniaste zbocze. Wstaję zalany krwią.
Na szczęście obok jest rzeka i można się umyć. Dalej bez historii. Krwotok ustaje, zakładam kapelusz, aby nie budzić sensacji na drodze
i wracam 10km. do Krempnej.
I to byłoby na tyle.
POWRóT
]