BACOWANIE XLII 4 - 5 luty 2026r.
Uczestnicy: Piusiu, P1?
Trasa:Rzeki - Przysłop - Pol. Borysówka -
Celem był szałas leżący na pol. Przysłop Dolny w grzbiecie Gorca, niedaleko osiedla Skałka. Oprócz tego, że jest na mapie satelitarnej, nic o nim nie wiemy. Uroczyste rozpoczęcie bacowania, jak od niedawna się ustaliło, w knajpie "Przełęcz"w Mszanie. Start z parkingu w Rzekach. Razem z miłą staruszką, która jednakowoż zaraz spuchła. Regularna droga na Przysłop biegnie przez pol. Bieniowe, ale lepiej oczywiście iść na skróty (do grzbietu jest ok. 1 km.) Obie drogi są równie nielegalne - GPN. Po pół godzinie grzbiet z polaną Przysłop Dolny, dawniej zwaną Przysłop Mały, albo Drugi. Dwieście metrów poniżej grzbietu, na kawałku łączki, która została z wielkiej polany jest cel wycieczki. Niestety, jak widać na załączonym obrazku, nocować w nim nie można. Został cel rezerwowy - szałas na Borysówce. Co prawda w centralnej części Dolnego Przysłopu jest jeszcze jeden szałas zwany "Koleba Stefani", ale też dokładnie zamknięty. Na szczycie jest napis A.D.1913. Wtedy Przysłop Górny i Dolny stanowiły jedną polanę o pow. 40 ha, długości ponad 2km (Kopa między nimi też była wylesiona) a dwa szałasy na niej liczyły w sumie 70 owiec, 17 wołów i 4 pastuchów, jak policzył pracownik UJ doc.dr.hab. Wł. Kubijowicz
Nawiasem pisząc Володимир Кубійович w 1939r okazał się złamanym ku..sem (nie mogę napisać sk....synem, bo jego matka była Polką)
Za 20 min Górny Przysłop, a za następne Borysówka. W trakcie ostatnich 26 lat to już trzeci nocleg w tym szałasie. (w 2010 nie chciało nam się schodzić z Przysłopu). Najpierw oczywiście przygotowania spania i kolacji, a za chwilę można już siąść, patrzeć w ogień i ewentualnie pociskać różne pierdoły.
Czwartek Dzień wstaje piękny. Piotrek przyrządza coś żółtego na śniadanie, pamiętając oczywiście o tym, aby nie jeść na czczo. O 11 wymarsz w kierunku Turbacza. Zarówno z Borysówki, jak i z Przysłopu ładne widoki na Magurki z wieżą i pol. Szlagową na zboczu. Na Bulandowej Polanie postój. Odkrywa się widok na pobliskie Kudłoń i Gorc,, na drugim planie Modyń oraz Cichoń i Ostrą otaczające górną część Zalesia, a na trzecim planie, w odległości ponad 30 km pasmo Jaworza i Szałasza nad Limanową. Bystremu oku nie ujdzie również wierzchołek Mogielicy widoczny z lewej strony Gorca Troszackiego. Jest tak przyjemnie, że właściwie nie ma po co lecieć na Turbacz. Wobec tego chłopcy walą do Rzek, ale nie wiem czy grzbietem Gorca i szlakiem, czy też stokową spychaczówką, zwaną od pewnego czasu "szlakiem spacerowym".
Kiedyś była jeszcze jedna droga: po zejściu na Borek (bac. 16) drogą wzdłuż Kamienicy, urokliwą, jak pisali w starych przewodnikach. Jednakże władcy GPN przy pomocy kilku buldożerów zmienili ja nie do Poznania już kilkadziesiąt lat temu.

W każdym razie o 15.30 wycieczka osiągnęła
metę w Rzekach. I jeszcze ostatni akcent, jak się należy.

Na tym kończy się ten szereg słów, pisanych ku pokrzepieniu serc.


POWRóT